Wczoraj naoglądałam się Travel i programu o kuchni japońskiej.. i ochota na sushi trzymała mnie aż do dzisiaj. Uzbrojona w 50zł ruszyłam na podbój kętrzyńskich sklepów w poszukiwaniu nori, ryżu do sushi, łososia, ogórka, awokado, wasabi, sosu sojowego i serka philadelphia. Zdziwię was pewnie jeśli powiem, że wszystkich tych rzeczy nie dostałam w jednym sklepie - każdą kupiłam w innym markecie, a i tak nigdzie nie było serka philadelphia i awokado. Za to nori chwyciłam ostatnie, zagrzebane między makaronem sojowym.
Nie spodziewałam się, że tak ciężko będzie dostać te produkty w moim mieście. Zakupy zajęły mi ponad 1,5h. Ale udało się !
Moje pierwsze sushi uważam za udane :) skupiłam się głównie jak widać na futomaki, bo to je lubię najbardziej.
Moim zaskoczeniem był ryż do sushi marki Kupiec, totalna rewelacja (kiedyś już próbowałam zrobić futomaki, zakupiłam nawet zestaw do robienia sushi, ale.. ryż był twardy i za nic w świecie nie chciał smakować lepiej :( gotowałam go ponad 40 minut, a on w ogóle nie chłonął wody - może był plastikowy ;))
Kolejnym eksperymentem okazało się wasabi w tubce. Smakuje nieźle, ale to z proszku, albo oryginalne tarte na świeżo jest dużo lepsze. Nie zachwycił mnie też jego kolor, dziwnie ciemne i aż bije sztucznością. Niestety nie spełniło moich oczekiwań.
Z tych produktów (ryż zużyłam cały, 7/10 nori, 200g łososia, 1 świeży ogórek, 1 serek śmietankowy Twój Smak) otrzymałam 70 kawałków futomaki.
Cenowo? .. 1/4 kosztów wyjścia do restauracji. (35zł)
Czasowo?... niecała godzina w kuchni.
Polecam wszystkim, świetny pomysł na wspólny posiłek i naukę gotowania ;)
Do następnego!


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz